Volkswagen odjechał

Z tego wpisu dowiesz się:

  • jaki stopień codzienności kontroluje podświadomość i świadomość
  • jak wygląda związek przyczyno-skutkowy między emocjami a rezultatami życiowymi
  • na czym zazwyczaj polega próba przełamania wzorca zachowań
  • jak kończy się konflikt między świadomością a podświadomością

Dosyć późno dowiedziałem się o doniosłym fakcie, iż będąc dorosłymi ludźmi odtwarzamy niemalże w całości programy, których nauczyliśmy się jako dzieci. Niemalże w całości to znaczy w około 95%. Za to odpowiedzialna jest podświadomość. Pozostała część to przestrzeń dla umysłu świadomego. Tak więc w ramach tego, co robimy na co dzień, świadomie kształtujemy swoje życie w zaledwie 5%. Z wiekiem współczynnik aktywności, które robimy automatycznie jeszcze się zwiększa. Na dłuższą metę w naszym życiu nie zrobimy niczego, co byłoby sprzeczne z podświadomymi programami kierującymi naszym życiem.

Te programy to wzorce zachowań, których wynikową są rezultaty życiowe, czyli coś na czym zazwyczaj zależy człowiekowi najbardziej. Człowiekowi, który jest nastawiony na cel, a nie na proces działania. Żeby coś osiągnąć, stać się kimś, wejść w posiadanie czegoś. To tak naprawdę ostatni element związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy sianiem a zbieraniem.

Zamknięty krąg

Droga do rezultatów zaczyna się od emocji. One wpływają na doświadczenia, doświadczenia na przekonania, przekonania formują tożsamość. Z tożsamości wyłaniają się wzorce zachowań poprzez które osiągamy mierzalne wyniki. Owe wyniki wywołują w nas wewnętrzny stan emocjonalny, który utrwala wzorce zachowań. Koło się zamyka. Gdy pojawia się emocja i powstaje określony stan, zaczynamy tworzyć przekonania pasujące do wewnętrznego stroju – jestem godny/niegodny bo…, kochany/niekochany bo…, zasługuję/nie zasługuję bo…  A gdy już mamy mocną historię, która stała się nieodłączną częścią tożsamości, ta wpływa na sposoby naszego działania. Człowiek z przeświadczeniem, że może w życiu dużo dokonać, działa z większą energią niż, ten, który uważa iż zdany jest na łaskę lub niełaskę losu. Wewnętrzne przekonanie, że osiągniemy pożądane rezultaty  zazwyczaj nazywamy szczęściem, które tak naprawdę jest trwale ukształtowanym wzorcem sukcesu. Jeśli uważamy, że nie jesteśmy wariatami, to prawdopodobieństwo, że zrobimy coś odstającego od normy np. przejdziemy się w majtkach po ulicy, jest niewielkie. Nie wpisuje się to w naszą tożsamość więc dlaczego mielibyśmy coś takiego zrobić? Chyba, że znajdziemy jakiś argument zmieniający nasze postrzeganie. Wtedy najczęściej mówimy, że to czynniki zewnętrzne na nas wpłynęły. Zyskujemy alibi, potwierdzające, że normalnie się tak nie zachowujemy. Nie identyfikujemy się z danym zachowaniem. Wracamy do strefy bezpieczeństwa jaką jest mozolnie budowana tożsamość.

Przełamanie wzorca

Gdy już jesteśmy zmęczeni zaklętym kołem i pragniemy innych rezultatów niż do tej pory, bo te na przykład niszczą nasze życie, próbujemy przełamać wzorzec. Wtedy pojawia się niewidzialna ręka, która wstrzymuje nas przed zmianą. Szczególnie frustrujące jest to wtedy, kiedy próbując coś zmienić po raz 70-ty uderzamy głową w mur a ten ani drgnie.

Aby przełamać wzorzec zazwyczaj zaczynamy od zmiany sposobu działania – innej strategii. Nowa dieta, kolejne buty do biegania, kolejna książka. Jakkolwiek dobra strategia może zaoszczędzić lata bezowocnych starań, bez zmiany przekonań nadal będziemy tkwili w tym samym miejscu, choć bogatsi o nową strategię. W końcu będziemy mogli się usprawiedliwić mówiąc, że próbowaliśmy wszystkiego i nic nie działa!

Konflikt między świadomością a podświadomością

Wcześniej wspomniałem, że na dłuższą metę w naszym życiu nie zrobimy niczego, co byłoby sprzeczne z podświadomymi programami kierującymi naszym życiem. Przykład! Ten jak zawsze są jest najcenniejszy.

Był w moim życiu okres, kiedy inwestowałem na giełdzie. Trwało to kilka lat. Pociągała mnie dynamika zmian cen, napięcie i wyzwania intelektualne z tym związane. Wtedy na samą myśl o giełdzie byłem niezdrowo podniecony. Bazowałem głównie na analizie technicznej, śledziłem także wskaźniki makroekonomiczne. Wyobrażałem sobie, że jestem inwestorem giełdowym, który czyta wykresy jak książkę i stoi po dobrej stronie rynku. Miałem budujące nastawienie, stworzyłem plan wg którego zamierzałem postępować, pisałem dziennik inwestowania, żyłem rynkami. Taką strukturę rzeczywistości stworzył mój umysł świadomy.

Odniosłem pierwsze znaczące sukcesy i wyobrażałem sobie na co wydam zarobione na giełdzie pieniądze. Pamiętam jak po realizacji zysku na crossie walutowym USDJPY w myślach kupowałem volkswagena transportera, którym mógłbym pozwiedzać świat i okolicę. W ciągu kilku następnych dni mój wypracowany zysk wyparował do poziomu wyjściowego. Volkswagen odjechał a ja biłem się z myślami dlaczego tak się stało. Takich fal było wiele.

Zacząłem zgłębiać psychologię inwestowania, wprowadzałem nowe strategie inwestowania, czytałem zapiski inwestorów giełdowych, historie ich potknięć oraz wskazówki. Udowodniłem sobie już wielokrotnie, że potrafię zarabiać na giełdzie tak więc problemem nie było wypracowanie zysków, a ich zatrzymanie. Zachodziłem w głowę, co u licha się takiego dzieje, że nie mogę wyjść z tego zaklętego kręgu? Gdy mój kapitał ponownie rósł, pojawiała się owa niewidzialna ręka, która zabierała zysk. Tutaj właśnie aktywował się wzorzec zachowania wyryty w podświadomości: nie może być Ci lepiej niż innym, dlatego to, co zyskasz stracisz. Komenda, która działała skutecznie o każdej porze dnia i nocy, gdy padał deszcz czy świeciło słońce. Aktywowała ją podświadomość wtedy, kiedy zaczynało mi się wieść. Uświadomiłem to sobie dopiero, gdy zakończyłem inwestowanie na giełdzie. Wtedy już wiedziałem, że bardziej niż wykresy interesuje mnie to, co kryje się za ludzką decyzyjnością.

Targał mną konflikt wewnętrzny między tym, co stworzył mój umysł świadomy, a tym, jak widziała to podświadomość. I nawet jeśli miałem dobry plan poparty umiejętnościami, przy tak silnym przekonaniu o tym, że nie może być mi lepiej niż innym, na dłuższą metę rozwiązanie mogło być tylko jedno – niepożądany rezultat. Z perspektywy człowieka, który widzi świat w kategoriach wygranej i porażki, taki scenariusz to niepowodzenie. W książkach „Mistrzowie Rynków Finansowych” oraz „Czarodzieje Rynków”  będących zapisem rozmów z najlepszymi inwestorami, często powtarzane jest twierdzenie, że aby odnieść sukces w inwestowaniu należy popełniać dużo błędów i wyciągać z nich wnioski. W naszej kulturze popełniane błędów wiążę się ze wstydem i nie jest dobrze widziane.

Z mojej perspektywy takie niepowodzenie to cenna lekcja, bo ujawniła mój wewnętrzny konflikt. Carl Jung mówił: „Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono rządziło twoim życiem a ty będziesz nazywał to przeznaczeniem”. Na dłuższą metę świadomość nie ma szans w starciu z podświadomością. Nie można płynąć pod prąd swoich przekonań.

Leave a Reply